czwartek, 28 lutego 2013

Kevin

Dziś będzie o facecie. A mianowicie o Kevinie, chłopaku Steffi. Kevina całkiem niedawno znalazłam w SH. Miał swoje ubranie i buty, więc nie myśląc wiele kupiłam go sobie. 
Mój nowy lalek właściwie nie jest wymagający. Był w dobrym stanie, więc jedyne co musiałam zrobić to umyć go i wyprać mu ubranko. 
Ciuszek oczywiście jest w całości. Koszula przyszyta do spodni ozdobiona paskiem. Ale całkiem nieźle to wygląda, więc nie będę narzekała. :P
Moim zdaniem Kevin ma bardzo fajną twarz. Niestety jest zupełnym sztywniakiem. Ręce nawet nie odginają się na boki. 
Kevin właściwie został Kevinem. Dostał tylko nazwisko, bo trochę przypomina mi postać z jednego z seriali kryminalnych. Tak więc teraz jest Kevinem Ryanem. :P
Dziś w końcu było trochę słońca. Trzeba to było wykorzystać dlatego Kevin doczekał się swoich zdjęć. 

niedziela, 24 lutego 2013

Arielka

Nie jestem co prawda szczególną miłośniczką lalek syrenek, ale jeśli chodzi o księżniczki Disneya to Ariel zawsze chciałam mieć. Głównie dlatego, że bardzo lubię rude laleczki. Niestety chodząc po SH miałam pecha co do Arielek. Jeśli trafiła się jakaś z ładną buzią to włosy miała w takim stanie, że nic z nimi zrobić się już nie dało. Najczęściej były po prostu koszmarnie krótko przycięte. Kiedy natomiast trafiła się panna ze znośnymi włosami to buźkę miała nie za ciekawą, była zezowate albo coś w tym stylu. W końcu jednak udało mi się wygrzebać Arielkę, która spełniała moje oczekiwania co do buzi i w miarę co do włosów. 
Trafiła do mnie w ubranku, jednak nie swoim. W końcu powinna mieć ogon albo chociaż jakąś księżniczkową suknię. 
Moja Arielka została wyprodukowana przez Simbę. Ogólnie jest w dobrym stanie, ma tylko trochę pogryzioną jedną nóżkę. Kiedy ją już umyłam i doprowadziłam jej włosy do porządku uznałam, że nie może pozostać w ubranku, w którym ją kupiłam. Postanowiłam więc uszyć jej coś podobnego do tego w czym chodziła w bajce Disneya, kiedy miała nogi.
Moim zdaniem panna ma naprawdę słodkiego buziaka. Podobają mi się jej oczy. Natomiast jeśli chodzi o włosy to szczerze mówiąc jej twórcy nie szczególnie się postarali. Są dość sztywne i rzadko rootowane. Prawdopodobnie dlatego, że miała włosy upięte w kucyk. 
Jako syrenka powinna była mieć zdjęcia przynajmniej na plaży albo na zamku jako księżniczka, niestety jednak plaży i zamku w okolicy brak a pogoda nie szczególnie dopisywała, więc Arielka musiała zadowolić się zaśnieżonym ogrodem. 

środa, 20 lutego 2013

Odwiedziny

Niedawno moje lalki i mnie odwiedziła Ashoka razem ze swoimi lalkami. Oczywiście dla kilku naszych panien był to powód do zrobienia sobie pamiątkowych fotek. 
Obie Fashionistki od razu się zaprzyjaźniły i spędziły wieczór na ploteczkach. 
Katherine poczęstowała swojego gościa jabłuszkiem. 
Jake natomiast był przez panie rozchwytywany. :P
Moją Lindsey natomiast odwiedziła jej siostra bliźniaczka. To z kolei podsunęło mi pomysł, żeby obie panny porównać.
Już na pierwszy rzut oka widać różnice między obiema pannami. Oczka laleczki należącej do Ashoki mają zewnętrzne kąciki skierowane nieco w dół podczas gdy moja Lindsey ma je skierowane w górę. Również kolor oczu nieco się różni.
Ząbki u panny Ashoki są zaznaczone tylko u góry podczas gdy Lindsey (przed przemalowaniem) miała je zaznaczone przez całą szerokość. Mają też inny kolor szminki. 
Różnią się również jakością włosów. Moja ma je ciut ładniejsze jednak lala Ashoki posiada przekręcaną perukę, dzięki czemu blond włosy zmieniają się na ciemne. No i ta panna śpiewa, a moja nie. 
Różnica jest również w długości grzywki. U Lindsey zasłania ona całe brwi natomiast jej siostra bliźniaczka brwi ma całkiem widoczne. 
Siostry również bardzo miło spędziły razem czas siedząc na kanapie, pijąc herbatę i rozmawiając na babskie tematy. :P

niedziela, 17 lutego 2013

Najpiękniejsze włosy

Nie lubię Hanny Montany. I choć przyznam, że z ciekawości a później z nudów obejrzałam kilka odcinków serialu, to nadal jej nie lubię. Jednakże kiedy jakiś czas temu z SH trafiła do mnie laleczka Hanny to mimo niechęci do filmu panna bardzo mi się spodobała. 
Naturalnie kiedy przybyła do mnie nie miała swoich ubranek. Odziana była jedynie w nieswoje fioletowe majteczki, które skądinąd mają metkę Barbie. 
Hannah przybyła do mnie w świetnym stanie. W zasadzie nie ma śladów użytkowania. Musiałam jej natomiast uszyć ciuszki i dopasować jakieś buty, co nie było proste, bo jest płaskostopa.
Za laleczkę odpowiada Mattel, jest ona jednak niższa od Barbie. 
To co mi się w niej najbardziej podoba to włosy. Jej włosy to istna poezja. Są najpiękniejsze wśród moich wszystkich lal. Miękkie, nie puszą się, ślicznie się układają, są gładkie, delikatne, wręcz aksamitne. Żałuję, że wszystkie córki Mattela nie mają tak fantastycznych włosów. 
Są też dwie rzeczy, które mi się nie podobają. Po pierwsze ręce, które są dużo bardziej odchylone od ciała niż ręce Barbie. Ciężko jej przez to ubrać rękawy. Drugą rzeczą są (a raczej były) zęby. Właściwie trudno to nawet zębami nazwać. Ot różowe przerwy w białej farbie. Coś wprost przerażającego. Dlatego też poprosiłam mamę, żeby pozbyła się tej okropności za pomocą farby. Udało się. Teraz laleczka prezentuje się o wiele lepiej. 
Ogólnie rzecz biorąc muszę przyznać, że trafił mi się naprawdę ładny egzemplarz Hanny Montany. Jestem bardzo zadowolona. 
Kiedy już uszyłam jej ciuszki stwierdziłam, że Hanną Montaną nie zostanie i dałam jej na imię Lindsey. Dziś udało mi się wyjść do ogrodu, więc moja Lindsey w końcu doczekała się zdjęć. 

A ponieważ dziś jest Światowy Dzień Kota to i Chrupek załapał się na fotki z Lindsey. :P

czwartek, 14 lutego 2013

Lalkowo-Walentynkowo

Jak wiadomo dziś są Walentynki. Co też to ja nie miałam z moimi pannami przez to święto. Jedne marudziły, że nie znoszą Święta Zakochanych, bo jak wiadomo chłopów w lalkowym świecie mało i na randkę nie ma z kim iść. Drugie znowu były w euforii, bo jednak jakiegoś mężczyznę sobie znalazły. Jeszcze inne deklarowały, że jest im ten dzień zupełnie obojętny. Sprzeczkom nie było końca. Katherine natomiast, z racji tego, że Jake zaprosił ją na romantyczną kolację, nalegała, żeby te chwile koniecznie uwiecznić. Wybaczcie dużą ilość czerwieni i serduszek, ale Katherine zmusiła mnie do tego. :P
 Najpierw Jake oczywiście wręczył swojej wybrance kwiaty. 
 Później zjedli kolację w orientalnej restauracji. 


wtorek, 12 lutego 2013

Miało nie być więcej Bratz, ale...

Tak jak w tytule. Miało nie być więcej Bratz, nie planowałam zakupu kolejnej, ale ta która do mnie trafiła urzekła mnie swymi pięknymi brązowymi włosami i delikatnym, jak na Bratzkę, makijażem. :P Panna, o której mowa to Yasmin. Więcej na jej temat nie udało mi się ustalić. Przywędrowała do mnie z SH. Oczywiście nie miała butów, do zdjęć musiała pożyczyć je od innej lali. Była jednak w różowej spódniczce i getrach. Nie jestem pewna czy należały konkretnie do niej, ale do jakiejś Bratz na pewno. 
Włosy nie wymagały dużo pracy. Były śliczne nawet przed umyciem. Musiałam jej jednak uszyć bluzkę, żeby biedaczka nie świeciła biustem. Laleczka jest wyposażona w jakiś taki mechanizm, który sprawia, że jak ruszy się jej nogą to podnosi do góry ręce. Może była baletnicą? Poza tym niestety ma sztywne nóżki, które nie zginają się w kolanach. Naturalnie od razu ją przemianowałam i tak z Yasmin stała się Marissą. 
Marissa doczekała się też swojej sesji zdjęciowej, na której pokazuje, że panny Bratz potrafią mieć też łagodniejsze oblicze. :P
Dzięki Besu i Lunarh udało mi się zidentyfikować moją pannę. To Yasmin z Bratz Ice Champions. Przy okazji dowiedziałam się, że spódniczka i getry rzeczywiście należą do niej. Ślicznie dziękuję za pomoc. :P