piątek, 30 września 2016

Monster High Jackson Jekyll

Dziś Dzień Chłopaka, więc będzie chłopak. :) Kupiłam go na Giełdzie w Pruszczu Gdańskim jakiś czas temu. A mówię o Jacksonie Jekyllu z Monster High. Od razu jakoś tak wpadł mi w oko, a pani, która sprzedawała zabawki swojej córki, bo dziewczyna już z nich wyrosła, nie chciała dużo. Tak więc go wzięłam, przygarnęłam no i jest. :)
Był nieco przybrudzony, ale w dobrym stanie. Kupiłam go w swoim stroju, też trochę zakurzonym, za to bez żadnych uszkodzeń. Jackson miał też swoje buty. Właściwie brakuje mu tylko okularów. Z racji tego, że mój nowy lalek był całkiem zadbany, wystarczyło mycie, pranie ubranek i czesanie, żeby doprowadzić go do porządku. 

Jackson, jak się dowiedziałam z Internetu, jest oczywiście spokrewniony z doktorem Jekyllem (co szczerze mówiąc podejrzewałam od kiedy go zobaczyłam). W związku z tym również ma podwójną naturę, a jego alter ego to Holt Hyde. 

Moim zdaniem to jeden z najfajniejszych lalków w serii Monster High. Tym bardziej, że większość monsterkowych facetów nie przypadło mi do gustu. Jackson jest wyjątkiem. Ma fajną, poważną twarz i ładne oczy. Nawet fryzura mi odpowiada, choć z początku nie mogłam się przyzwyczaić do tej żółtej grzywki. :) 
Jeśli chodzi o takie ciekawostki jak np. żółte włosy, to jest coś jeszcze. Lalek ma kolczyk w brwi i tatuaż na karku. I to też moim zdaniem całkiem mu pasuje.
Oczywiście pan jest artykułowany, co jest dodatkowym plusem. Jednak nie ma to jak lalka może fajnie pozować. :)
Z ubranek też jestem zadowolona. Chociaż nie przepadam za żółtym kolorem, to jednak na nim koszula wygląda dobrze. A może mu po prostu wszystko pasuje? :)

Podsumowując właściwie nie mam na co narzekać. Jackson (chwilowo nazywany Jacksem z braku pomysłów na imię) zdobył zarówno moje serce, jak i serce moich panien, a także przyjaźń pozostałych panów z mojej gromadki. I zarówno ja jak i moje lale cieszymy się, że z nami zamieszkał. :)
A wszystkim panom życzę wszystkiego najlepszego z okazji ich dnia! :)

wtorek, 20 września 2016

Od niechcenia...

Powiem Wam, że ostatnio nic mi się nie chce. Ani pisać, ani fotografować, nic... Chyba wpadłam w jakąś depresję końca lata (choć to dziwne, bo jesień uwielbiam i nie mogłam się jej doczekać). Dlatego też dziś będzie taki krótki, szybki wpisik. 
Zabrałam do ogrodu pannę, którą już pokazywałam na blogu a mianowicie Nyahę (klik). Bardzo dawno jej na moim blogu nie było, więc się dziewczyna ucieszyła. A mój wybór padł na nią też z tego względu, że mimo ponurej pogody ona ma piękny, promienny uśmiech.