wtorek, 31 października 2017

Ona

Dziś Halloween a to świetna okazja, żeby przedstawić pewną pannę, która od jakiegoś czasu u mnie mieszka. I pewnie nie uznacie tego za nic strasznego jeśli powiem, że to dziewczyna od Mattela z serii What's her face. Seria tych lalek była produkowana między 2001 a 2003 rokiem. Obejmowała cztery dziewczyny - Glam, Sweet, Hip i Cool. Moja pochodzi z edycji What's her adventure. Panny z tej serii wyróżniają się tym, że... mają zupełnie pustą twarz... W zamyśle producenta chodziło o to, aby każda właścicielka lalki mogła sama zaprojektować jej buzię. W tym celu do zestawu były dołączone pieczątki i inne potrzebne akcesoria. Ja zostawiłam ją pustą i w tym cały horror. Dziewczyna bez twarzy. 


Zdjęcie z Internetu

Lalka trafiła do mnie za sprawą oczywiście Szarej Sowy. Miała swoje buty i poszarpaną... powiedzmy sukienkę. Być może należała do niej, bo w jednej z odsłon tych panien można było nie tylko projektować twarz laleczki, ale także jej ubranie. Poza tym nie miała żadnych swoich akcesoriów, a trzeba powiedzieć, że te panny miały ich sporo. 

Jej stan jest dobry, więc wystarczyło tylko mycie i czesanie, żeby doprowadzić ją do porządku. 

Postanowiłam z niej zrobić halloweenowego upiora, więc uszyłam jej poszarpaną (ale w inny sposób niż ta, w której do mnie przybyła) sukienkę. Pozbawiłam ją butów, bo były bardzo toporne i jakoś mi nie pasowały do koncepcji. 

Moja panna jest niższa od Barbie, ma około 24 cm. Ma odpinaną perukę z brązowymi włosami i różowymi pasemkami. Włosy są miękkie i ładne, ale trochę nieokiełznane. Nie jest artykułowana. Ręce i nogi ruszają się do tyłu i do przodu, ponadto ręce ruszają się w bok. Ma dość dużą głowę i chude ciało. Jej stopy są wielkie, więc nie pasują na nią żadne inne buty poza jej własnymi, które są równie toporne co nogi. 

Trudno mi coś powiedzieć o lalce bez twarzy. Fajnie wkomponowała się w halloweenową sesję. Sam pomysł takiej lalki może nawet ciekawy, choć nie wydaje mi się, żeby dzieła właścicielek tych panien wyszły podobnie co te pokazywane na reklamach. Właściwie nie wiem czy sama podjęłabym się projektowania jej twarzy, nawet z tymi pieczątkami, które do tego celu posiadała. Powiem Wam jednak, że mi podoba się bez buzi. Jakoś tak się do tego przyzwyczaiłam i Ona chyba też. Ona, bo tak ją nazywają inni mieszkańcy mojej lalkowej gromadki, idealnie czuje się w halloweenowych klimatach. 

poniedziałek, 16 października 2017

Nie zupełnie Kuhrn

Bohaterkę dzisiejszego posta dostałam od Szarej Sowy, która kupiła ją na Aliexpresie. Laleczka to klonik Kuhrn, lal, które zawsze niezwykle mi się podobały. Panna trafiła do mnie golutka i bez butków, bo taką właśnie Szara Sowa kupiła. :)

Okazało się, że moja lala ma mały mankament, otóż ma pękniętą nogę przy stawie. Na szczęście pod sukienką tego nie widać, bo wada znajduje się u góry. W związku z tym zupełnie mi nie przeszkadza. 

Panienka dostała sukienkę, żeby nie chodziła goła. Miałam też w planach danie jej butów, ale z uwagi na miejsce, w którym miała sesję zrezygnowałam z nich. 

Nowa mieszkanka mojego domu bardzo mi się podoba. Ma piękne, długie, miękkie i lśniące włosy. Na dodatek z uroczą grzywką. Jest artykułowana, co bardzo lubię. Dzięki temu fajnie pozuje. Szkoda, że jej główka jest dość słabo ruchoma, ale można to przeżyć. Panna jest też posiadaczką uroczej buzi i cudnych oczu. Słodko też wyglądają jej małe usteczka. No i ślicznie wychodzi na zdjęciach. :)

sobota, 30 września 2017

Barbie Fashionistas 2016 #19

A właściwie to powinnam napisać Barbie Szajsonistas. :( Dlaczego? Zaraz wyjaśnię. 

Kupiłam ją w E.Leclercu już sporo czasu temu. Podobają mi się buźki tych nowych faszek, a ponieważ wtedy była promocja to skusiłam się na tę, która mi się podobała - o azjatyckich rysach. Wyjęłam ją z pudełka i wtedy trafił mnie szlag...

Włosy były zupełnie posklejane i okazało się, że mają kołtuny na czubku głowy. Trzy razy musiałam je polewać wrzątkiem, żeby jakoś wyglądały. A i tak nie jestem szczególnie zadowolona. Kołtuny na czubku głowy udało się trochę rozprostować i ukryć pod innymi włosami. To jednak nie wszystko. Okazało się, że ubranko jest poplamione klejem. Próbowałam sprać plamki, ale nadal zostały lekkie, żółte ślady. W końcu jednak udało mi się ją doprowadzić trochę do ładu, ale niestety mam wrażenie, że Mattel coraz częściej odwala takie fuszerki. 

Skoro już ponarzekałam to mogę powiedzieć co mi się w niej podoba. Najbardziej to jej buzia. Bardzo lubię laleczki - Azjatki, więc mimo tych mankamentów i ta przypadła mi do gustu. Podoba mi się też jej czerwona szminka. Naprawdę do niej pasuje. No i ładnie jej w grzywce. Tak więc pomimo tych wszystkich przebojów, cieszę się, że ją mam. Przynajmniej już teraz się cieszę. :)

niedziela, 10 września 2017

Made To Move

Wszyscy mają Made to move, mam i ja. :) Kupił mi ją tata (który tak na marginesie twierdzi, że nie interesuje się lalkami i w ogóle nie zwraca na nie uwagi), który wygrzebał ją w Auchanie w naprawdę świetnej cenie. I to na dodatek znalazł tę, którą chciałam. :) Nie ma jak od czasu do czasu mieć szczęście. 

Cieszę się, że po wyjęciu z pudełka nie miała tony lakieru czy innego mazidła na głowie, bo nie musiałam jej od razu wrzucać pod kran. A to się ostatnio rzadko zdarza. 

Oczywiście ją przebrałam. Uszyłam jej nowy ciuszek i moim zdaniem teraz prezentuje się o wiele lepiej. Dostała też butki. Teraz jest z niej naprawdę elegancka dziewczyna. 

Jeśli mam na co narzekać to chyba jedynie na to, że nogi w miejscach łączeń różnią się odrobineczkę kolorem. No, ale chyba wszystkie tak mają niestety. 
Artykulacja jest fajna, chociaż stawy w kostkach są troszeczkę za luźne. Jakoś to jednak przeżyję. 

Poza tymi drobiazgami jestem naprawdę zadowolona. Podoba mi się jej urocza, piegowata twarzyczka, oczy i ładne, rude i miękkie włosy. Jest naprawdę śliczna. Cieszę się, że w końcu ją mam! :)

Dałam jej na imię Pepper. Przepraszam za zdjęciowy spam, ale nie mogłam się zdecydować. ;)